środa, 30 maja 2007

Kot Jaruzelski


poniedziałek, 28 maj 2007


Książka "Generał ze skazą" Lecha Kowalskiego, wspomniana w "Mimochodem" Ziemkiewicza, wzięła swój tytuł z parafrazy wcześniejszej książki generała Tadeusza Pióro "Armia ze skazą" zawierającej jego wspomnienia z okresu PRL, w tym z okresu antysemickich czystek z 1967, w wyniku których został zdegradowany do stopnia szeregowca i wyrzucony z wojska jako "Żyd z zarażenia świadomością syjonistyczną".


Autor opisuje w niej między innymi niebłahą rolę Jaruzelskiego w tej kampanii. Zdaje się, że po degradacji Pióro zarabiał na życie jako kioskarz "Ruchu," a swój stopień wojskowy odzyskał stosunkowo niedawno - nie za kadencji Jaruzelskiego. Ziemkiewicz zauważa, że w tekście Osęki opublikowanym w GW o Marcu 68roku autorzy czystek antysemickich pozostają anonimowi. Nie mają ani twarzy, ani nazwisk, co Ziemkiewicza niespecjalne dziwi - powiada, że musiałoby paść nazwisko Jaruzelskiego, a "w tym konkretnym wypadku „Wyborcza” w cudowny sposób zapomina o swej zwyczajnej bezwzględności w tropieniu antysemitów. Co by kogo innego zhańbiło ostatecznie i nieodwołalnie, to „człowiekowi honoru” jest wybaczane i nie wypominane."

Tekst Ziemkiewicza wywołał sporą dyskusję, w tym dwie reakcje, które byłoby warto dodatkowo skomentować. Pierwsza, to atak personalny na autora tekstu przez osoby piszące o GW "nasza gazeta" i zarzucające mu monomanię na tle tropienia "michnikowszczyzny", druga, wymagająca chyba szerszego potraktowania, dotyczy zakresu etnicznej umowności w walkach frakcyjnych Natolina z Puławami. Ale to innym razem.

Nie będziemy dyskutować czy Ziemkiewicz jest maniakiem czy nie, bośmy go nie badali, ale przemilczanie nazwisk w opisie historycznym nie jest sprawą błahą tylko dyskwalifikującą, a i zwracanie na to uwagi bynajmniej nie jest objawem manii. Przeciwnie. Prymitywne plemiona świetnie się obywają bez historii, bo im wystarczy orientowanie się na pory roku oraz wschody i zachody słońca, ale naród to już zjawisko polityczne z obrębu cywilizacji. Bez historii nie przetrwa nawet pół dnia. Jak to ktoś przytomnie zauważył, historia Europy bez imion i nazwisk królów, władców, wynalazców - i sprawców - nie byłaby warta nawet papieru, na którym by została wydrukowana.

Generał Pióro opublikował w Wyborczej z 21 kwietnia 1995 świetny artykuł o sowieckich marszałkach. Pod spodem redakcja zamieściła notkę o autorze, w której podają, że "W 1967 r. podał się do dymisji". To też jest przemilczenie, i to daleko idące, aczkolwiek niekoniecznie intencjonalne. Może być prostym skutkiem tabu milczenia nałożonym na moczaryzm ze względu na osobę Jaruzelskiego, ale też może być skutkiem specyficznej percepcji świata, redukującej indywidualizm do cechy nieistotnej, przeświadczenia, że bliżej niesprecyzowane, anonimowe żywioły historii rzeczywiście organizują masy, których duch - już niekoniecznie wola - jest wypowiadana ustami Wernyhory lub nawet, że Historia jest bytem absolutnym, w wyniku którego powstają masy, a z nich różnicują się wieszcze zdolni do kontaktu z Żywiołem Absolutnym.

To nie jest aż tak skomplikowane, jak brzmi. Normalnie jest tak, że człowiek postrzega swoje życie i otaczający świat jako zjawisko ciągłe. Człowiek albo jest, a skoro jest, to jakoś się nazywa, coś robi i ma jakieś relacje z innymi ludźmi, albo umarł i go nie ma. Wydarzenia, mimo wszelkich niespodzianek, układają się w jakiś w miarę zrozumiały ciąg konsekwencji wydarzeń wcześniejszych. Ale życie Jaruzelskiego portretowane jest w Gazecie Wyborczej w sposób nieciągły, jak byt kota Schroedingera: Raz jest, raz znika w pudełku z napisem "żywioły historii". Jak pudełko jest zamknięte, Jaruzelski traci ciągłość. Może jest, a może go nie ma, każdy osąd jest równie uprawniony, od takiego, że Jaruzelski jest odpowiedzialny za czystki w LWP, po taki, że czystki zrobił polski motłoch. Faktem jest tylko to, co widać po otwarciu pudełka. Jeśli pudełko jest zamknięte, to fakty stają się zaledwie opiniami, do których można kogoś przekonać lub nie, w zależności od własnych mocy przekonywania. I tu pojawia się postać wieszcza.

Kot Schroedingera ma swojego Obserwatora, który go do pudełka wsadził i opisuje co widzi. Dzięki specjalnemu kontaktowi z żywiołem Historii wróżbita obserwuje przez pokrywę pudełka i poprzez czynność opisu urealnia swego kota - Jaruzelskiego, a gdy milknie, kot przestaje istnieć. Dla osób wierzących w talenty wróżbity nie ma żadnej sprzeczności w tropieniu antysemitów i wielbieniu Jaruzelskiego: czyny przez wieszcza nieopisane nie miały miejsca.

W dramacie Wyspiańskiego masy pojawiają się jako stany, które mają się stawić na wezwanie Wernyhory w sejmie. Lud ma czekać przed kaplicą do świtu na sygnał do walki oddany ze złotego rogu, z którym pędzi do Warszawy Jasiek. Do powstania nie dochodzi ze względu na jaśkową próżność, i o złotych rogach do dzisiaj rozmawiają kolejne pokolenia, ale gdyby Wyspiański napisał alternatywne "Wesele" z Jaśkiem nie troszczącym się o swoją czapkę, to może więcej by się rozmawiało o czymś innym: czego mianowicie dotyczyło wezwanie do boju. Wernyhora, legendarny ukraiński lirnik, który przyszedł do Gospodarza z wezwaniem do powstania, nie przekonywał go do czynu jasnością swych słów, czy jasnością projektu, lecz lecz siłą własnego natchnienia.

Gospodarz nie rozwikłał wszystkich sensów wizyt wróżbity i nie zrozumiał jego słów, ale powodowany palącą potrzebą spełnienia pięknej narodowej wizji, której pojąć nie zdołał, jednak Jaśka z poselstwem wysłał. I takie to było poselstwo, niemądry posłaniec z przekazem, którego nawet wysyłający nie rozumiał, a więc tym bardziej nie mogli zrozumieć odbiorcy. A jednak mieli na taką szalę postawić wszystko, z własnym życiem włącznie. To nie jest wizja obywatelska czy obietnica demokracji, lecz mistyka tyranii i wojny, w której nie musi się nawet informować ludzi, po co mają umierać, i nie rozumu się od nich oczekuje, a posłuszeństwa wobec natchnienia. Może więc dobrze, że Jaśko ten róg zgubił.

Ale nie tylko o nieciągłość bytu Przyjaciół chodzi. Michnikowski Wróg też jest pozbawiony nazwiska, też nie jest człowiekiem tylko symbolem jakiegoś wewnętrznego strachu: "Kanalie, kanalie, kanalie!" - krzyczy autor. O kim on prawi? "Wielki Lustrator" - to może być każdy. Idziesz ulicą i widzisz morze poruszających się, ludzkich ciał, pozbawionych cech indywidualnych. W każdym może czaić się Fantomas, dlatego się ich boisz. Nazywasz motłochem, poniekąd słusznie, bo dla niezindywidualizowanych poziom społeczności jest niedostępny.

Brzydzisz się tej hordy. Jest wstrętna, śmierdząca i wyjąca, upaprana odchodami płynącymi w rynsztoku. Cierpisz i odczuwasz fizyczny wstręt. Ale twoi przyjaciele też nikną w tym śmierdzącym tłumie, widzisz ich jako jestestwa nieciągłe, czasem są, a czasem znikają i zostajesz sam.

Był kiedyś taki świat naprawdę, kiedy zabierano ludziom nazwiska i tatuowano numery. Jest też w tym wszystkim jakieś echo pochodów pierwszomajowych widzianych z pozycji trybuny, z której pierwszy sekretarz wyznacza masom zadania na najbliższy plan pięcioletni, transportów do rąbania drzew na Syberii, anonimowych zwałów trupów zmuszonych do realizacji obłąkańczych planów wodza. Ale dość tej wycieczki w świat Mordoru.

Coś, co wygląda jak arogancja, może być ripostowane ironią. Ale wyobraź sobie, że w to wszystko naprawdę wierzysz. Poczuj się człowiekiem, mieszkającym w strzeżonym osiedlu, przeżywającym bezimienny Strach. Nie arogantów wtedy zobaczysz, a ludzi, którzy urządzili sobie piekło na ziemi. Z własnej woli....

Józef Dajczgewand
Bogumiła Tyszkiewicz



[mirror na salonie: http://autostopem.salon24.pl/17010,index.html

------------------------------------------------------------------

  1. >

    Za dobrze Wam wyszło. Trzy aspekty. Kwantowo-oznaczeniowy, dotyczący nie- lub ciągłości życiorysów. Się dostaje poruszenia wyobraźni i zastanawia (się) nad takim samym odwróceniem Foucaultowskiego Panoptikonu, jak odwraca się lornetkę. Z perspektywy wieszcza/władcy widać mrówki, mrówka widzi wielkie oko. Drugi aspekt, wieszcza, to wezwania, od zaproszeń po przymus podzielania wizji. Najpierw pozbyliśmy się oglądu, przez te sztuczki z lornetkami, których szkła zachodzą mgłą nieoznaczoności (na życzenie).Teraz mamy gołą ideologię w mobilizującym (lub powstrzymującym) działaniu, sedno władztwa symbolicznego. Wreszcie trzeci aspekt, czyli relacja pierwszego z drugim. Totalitaryzm jest anomią (i odwrotnie), ale skuteczność zapewnia mu spoiwo najpierw emocjonalne, a potem warunkujące (do klepania – z dobrawoli, z konformizmu, z przepranego mózgu) mantr lojalności, niekoniecznie słownych.

    Piszę ten komentarz jak notkę na blogu, dla siebie, nie dbając specjalnie o komunikatywność. Damn me.

    Zacząłem, że za dobrze Wam wyszło. Bo jeśli opis jest adekwatny, to jest uniwersalny. I będzie pasował, czy Autorzy chcą, czy nie, do szerszej klasy zjawisk niż ciąg '68 – kot Jaruzelski – wieszcz Adam (upraszczam to streszczenie).

    Tak czy inaczej, znajduję na tym blogu *czynny* wypoczynek, a że upał/zmęczenie tysiąckrotnym praniem ciągle tych samych małych brudków, to – dzięks.

  2. @ nameste - jestes cudowny :)

    Swietnie zrozumiales. To jest dekonstrukcja, ale ttez jakis nowy jezyk, ktory sie z niej wylania. Masz racje, ze 68 to tylko pretekst. Juz 5 lat nad tym pracujemy. Masz duuuza buzke za otwarta glowe :)

  3. Do Autorki

    Piękne, tylko kto to zrozumie. Tu się wali lewym sierpowym albo prawym prostym. Jedyny cel to powalić przeciwnika. To nie szermierka, wolnoamerykanka.

    2007-05-29 09:23Przedwieczorny0220
  4. P.S

    Odwiedzam was zawsze ilekroć chcę spłukać z siebie kurz bitewny salonu.

    2007-05-29 09:26Przedwieczorny0220
  5. Szanowna Pani

    Zechce Pani z łaski swojej zauważyć, że autorem wspomnianego artykułu nie jest "Gazeta Wyborcza", lecz konkretny - nawiasem mówiąc bardzo dobry - historyk, która ma na imię Piotr, a nazywa się Osęka. Pod głupkowatą notką p. Ziemkiewicza Piotr Osęka zresztą wypowiedział się w tej sprawie osobiście - rzecz jasna nadaremnie. Zdaniem ludzi mających jakieś osobiste porachunki z GW artykuł podyktował Osęce pewnie Michnik albo jakieś inne Łuczywo.

    Nawiasem mówiąc, książka Kowalskiego o Jaruzelskim ma tyle wspólnego z poważną biografistyką naukową, co Pani z WRON-em. Miażdżącą recenzję tej pseudobiografii napisał prof. Paweł Wieczorkiewicz, skądinąd historyk o poglądach bardzo, ale to bardzo odległych od lewicy.

  6. Polityczni epigoni Gurdzijewa czyli historia pauzami się toczy...

    Przysłowiowy "Michnik" przypomina Newtona wpuszczonego na ułamek sekundy do CERN-u, który po wyjściu stwierdza publicznie:"W niczym się się nie pomyliłem".

    Przysłowiowy "Jaruzel" przypomina bozon Higgsa, który stwierdza-"nie macie narzędzi, żeby udowodnić moje istnienie".

  7. >Mimochodem

    Tajemniczy komentarz. Kto mianowicie jest "politycznym epigonem Gurdżijewa"? Stawiający diagnozę czy przedmiot diagnozy?

  8. >nameste

    Ci. którzy wierzą w inicjujący przekaz jaki im jest dany pod wpływem ahistorycznej pauzy(mam nadzieję ,że dalej utrzymałem tajemniczą aurę:)).

  9. @ Stach

    Już dodałam imię Piotr do "Osęki". Ten brak jest nieintencjonalny i nie miał w żadnym wypadku obraźliwych intencji. O wartości naukowej pracy Kowalskiego nie moge się wypowiadać bo tylko kiedyś wpadla mi w rece i przeczytałam, ile zdołałam. To co przeczytałam podobało mi się, ale nie znając całości nie moge powiedzeć czy myślę, że ta niepochlebna opinia ma jakieś uzasadnienie w tekście, czy też nie podoba się ze względu na wnioski końcowe. Za to wspomnienia gen. Pióro są świetne, lekkim piórem (!) napisane, musi pan przyznać. Ten artykuł w GW też płynny i potoczysty. Wojskowy, a pisze, i to ladnie:)

  10. trzymając się konwencji...

    Nie da się rozdzielić obserwatora, procesu obserwacji i przedmiotu obserwacji, więc zadając to pytanie wypadłeś z konwencji heisenbergowskiej;)

  11. @ Mimochodem

    " trzymając się konwencji...
    Nie da się rozdzielić obserwatora, procesu obserwacji i przedmiotu obserwacji, więc zadając to pytanie wypadłeś z konwencji heisenbergowskiej;)" Mimochodem

    Hahaha tak! Ale to sie dałoby zrobic. Należałoby napisać jakąś powiastke o tym jak Kot Jaruzelski odmienia byt Wernyhory Michnika, jak proces obserwacji odmienia ich nawzajem i co obaj robią, kiedy proces obserwacji nie zachodzi. Nie wspominając, że nie da się zmierzyć wszystkich wielkości na raz :))))

  12. Otóż to, Boguty!;)

    W naszym ułomnym "fizycznie" świecie dajemy Wyraz swojemu jednostkowemu istnieniu poprzez serię opisów "współzależnego powstawania";)
    P.S Koszmar powstaje kiedy zatrzymujemy się na jednym opisie rzeczywistości...doktrynalne odrzucenie (nieuniknionych wg mnie)sprzeczności.

    PS. Żeby nie wyszło, że to co piszę, to kompletny bełkot- teraz przerzuciłem się na "konwencję mahajanistyczną"(nie tak daleką od zasady nieoznaczoności);)

  13. Kot Schroedingera a dialektyka marksistowska

    @ Autorzy
    To jest nie tylko Kot Schroedingera ze swoim Obserwatorem. . . Przecież ten Kot, który „Może jest, a może go nie ma, każdy osąd jest równie uprawniony“ — to nic innego jak znana dialektyka marksistowska.

    A skoro w marksiźmie wszystko jest dialektycznie względne — czyli jest, albo nie ma — w zależności od aktualnego stanu nadbudowy i bieżących potrzeb tej nadbudowy — czyli partii. . . Tak więc okazuje się, że teorie mechaniki kwantowej można także z powodzeniem stosować przy analizie dialektyki komunistycznej.

    Dzięki za świetny tekst. Zacząłem pisać powyższe — i podsunęło mi to pomysł na troszkę obszerniejszy tekst. Pewnie będzie za duży, żeby go tu wklejać. A Państwa tekst pewni zaraz zniknie w otchłani Salonu. :)

    Jeszcze raz dzięki. . .

  14. Autorka

    Niestety, nie zrozumieliśmy się. Nie chodziło mi o pominięcie imienia autora - nawet tego nie zauważyłem. Szło mi o rzecz zasadniczą: to nie demonizowana "Wyborcza" napisała ten artykuł, lecz pewien młody historyk - i tylko on ponosi odpowiedzialność za ten tekst! Zgadzam się zresztą z wczorajszymi wyjaśnieniami P. Osęki, że po pierwsze wymienianie z nazwiska generałów odpowiedzialnych za antysemickie rugi w ludowym Wojsku Polskim nie było w tym artykule konieczne, a po drugie, że akurat Jaruzelski nie był pod tym względem motorem (P. Osęka wymienił nazwiska kilku innych generałów, z Urbanowiczem na czele).


    PS. Zgadzam się: wspomnienia generała Tadeusza Pióry czyta się jednym tchem!

    PS 2. Piotr Osęka nie jest wojskowym.

  15. @ andy

    Prosba, jak Twoj tekst bedzie gotowy, zostaw informacje w komentarzu. Czekam z ciekawoscia:)

  16. @ Stach

    Niezrozumienie jest wzajemne:) Nie ma absolutnie nic zlego czy obraźliwego w istnieniu formacji, przynależeniu do niej czy mowieniu o kimś jako przynależącym. A na przykład Sokratejczycy, niezla formacja, nieprawdaż? A nikomu nawet nie przychodzilo do glowy ze jak sie mowi o panu X jako przynależącym do danej formacji, że teksty mu dyktował ktoś inny czy też ktoś inny odpowiada za to, co ów napisze, wobec czego i obrona w tej sprawie nie zawsze byłaby konieczna.

    Dyskutować można w różny sposób i w różnych celach. W języku wojny dyskutuje się by zamordować wroga, co jest równoznaczne z wygraną. W języku pokoju też się chce wygrać, ale przyjemność i radość życia czerpie się nie tylko z wygranej, lecz z samej możliwości podyskutowania. Ale do korzystania z takiej siły witalnej trzeba najpierw uznać, że nie jest katastrofą, że ktoś ma dokładnie przeciwną opinię niż ja. GW zbudowała sobie jakąś formację, nie uważam tego za katastrofę naturalną i mam nadzieję na nawzajem, że ta formacja nie będzie traktować innych sposobów widzenia świata jako powodu do mobilizacji i wojny. A zreszta i tak by się nie dało przerobić całego świata na romantyków:)

    PS. Ja też dumny cywil:)

  17. "Przyszło mię do łba..."

    A może do opisu ludzkich intencji i wynikających z nich zachowań należy stosować zasadę nieoznaczoności.
    Im opis zachowań dokładniejszy - więcej zdarzeń, faktów- tym obraz prawdziwych intencji, znanych tylko obiektowi opisywanemu, bardziej rozmazany? Może dlatego, np. w przypadku Jaruzelskiego, jego sympatycy i wrogowie wybierają tylko niektóre fakty, by wyraźniej określić jego intencje?

    2007-05-29 14:55Ciekawski046
  18. zaproszenie.

    @ Autor,

    prosili Państwo o informację, kiedy mój tekst będzie gotowy... A więc zapraszam. I będę bardzo wdzięczny za uwagi. :-)

    Dziękuję.

Wraz z Józefem Dajczgewandem prowadzę blog Planeta Terra (adres w linkach). Tu tylko zostawiam informację, żeby ludzie wiedzieli z kim dyskutują i niektóre teksty (autorami jestesmy my dwoje). Ale całość pod wskazanym linkiem.

archiwum postów »

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd




1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30

polecam blogi »

filmemBarbarzyńca w Pałacu Kryształowym
*andy*serendipity
Joanna LichockaPamiętnik nieregularny
nameste0 tolerancji
Wojciech SadurskiDaleko blisko
Krzysztof LeskiTylko po co?
Jacek Ka.Salonowe poglądy, salonowe partie, salonowy sejm...
Maciek SonikZainstaluj sobie listę postów!
AzraelAzrael - po stronie prawdy
Igła-Tymotej Mychajło MelechowKu Donowi czajki dążą

Brak komentarzy: