niedziela, 7 października 2007

....o pełzającym zamachu stanu Michnika....i Kubusiu Puchatku...










Kubuś Puchatek
PRZEDMOWA

Oprócz tej książki była jeszcze inna książka o Krzysiu i ten, kto ją czytał, przypomni sobie, że Krzyś miał kiedyś swojego łabędzia (a może to łabędź miał swojego Krzysia? – nie wiem na pewno, jak tam było), a ponieważ łabędź był pokryty białym puchem, Krzyś nazwał go Puchatkiem. Było to bardzo dawno temu i kiedy pożegnaliśmy się ze sobą, po prostu wzięliśmy sobie to imię, bośmy nie myśleli, aby się ono mogło jeszcze kiedyś w życiu łabędziowi przydać. Więc kiedy Krzyś dostał misia i miś powiedział, że chciałby mieć jakieś niezwykłe imię, Krzyś powiedział od razu, że będzie się nazywał Kubuś Puchatek. I tak się też stało.
Więc kiedy już wam wytłumaczyłem, skąd wzięło się imię Puchatek, wytłumaczę wam, skąd wziął się Kubuś.
Każdy, kto przyjedzie do naszego miasta, musi koniecznie pójść do Zoologicznego Ogrodu. Są ludzie, którzy zaczynają zwiedzenie ogrodu od początku zwanego WEJŚCIE i strasznie prędko idą od klatki do klatki, i zanim się kto obejrzy, już są przy bramie, na której napisane jest WYJŚCIE. Ale są inni, bardzo mili ludzie, którzy idą prosto do zwierzęcia, które lubią najbardziej, i tam się zatrzymują. Więc kiedy Krzyś przychodzi do Zoologicznego Ogrodu, idzie od razu do klatki, w której są niedźwiedzie, mówi coś po cichutku trzeciemu dozorcy z lewej strony, drzwi otwierają się i przechodzimy przez ciemne korytarzyki, a potem po stromych schodach idziemy do pewnej klatki, która się otwiera i wyłazi z niej coś brunatnego i kosmatego, i Krzyś z okrzykiem: “Ach, Misiu!” rzuca mu się w ramiona. Otóż ten niedźwiedź nazywa się Kubuś. To imię bardzo do niego pasuje, co świadczy o tym, że jest to świetne imię dla misiów. Ale najzabawniejsze jest to, że nie możemy sobie przypomnieć, czy Kubuś dostał imię po Puchatku, czy Puchatek po Kubusiu. Kiedyś wiedzieliśmy, aleśmy o tym zapomnieli...
Tyle właśnie napisałem, gdy Prosiaczek spojrzał na mnie i powiedział swoim piskliwym głosikiem: “A o mnie nic?”. “Drogi Prosiaczku – odpowiedziałem – cała książka jest o tobie”. “O mnie? – zapiszczał. – Widzę, że jest także o Puchatku”. Więc muszę wam wytłumaczyć, o co chodzi. Prosiaczek jest zazdrosny bo myśli, że cała Wielka Przedmowa będzie poświęcona Puchatkowi. Puchatek, oczywiście, jest główną i ulubioną postacią w tej książeczce, ale w wielu miejscach zjawia się Prosiaczek, tam gdzie o Puchatku wcale nie może być mowy. Bo nie możecie na przykład wziąć z sobą Puchatka do szkoły, tak żeby nikt o tym nie wiedział. A Prosiaczek jest tak malutki, że świetnie mieści się w kieszeni, gdzie jest bardzo przyjemnie wyczuwać go wtedy, kiedy się nie wie na pewno, czy dwa razy siedem jest dwanaście, czy dwadzieścia dwa. Prosiaczek lubi czasem wysunąć się z kieszeni i wtedy ma okazję zajrzeć do kałamarza. Dzięki temu jest bardziej wykształcony od Puchatka. Ale, prawdę mówiąc, Puchatek nie dba o to. “Są tacy, co mają rozum – powiada – a są tacy, co go nie mają, i już”.
A teraz wszystkie inne zwierzęta pytają: “A czy o nas też coś będzie?”. Więc może zrobię najlepiej, jeśli skończę pisanie Przedmowy i zacznę pisać samą książkę.



A. A. MILNE

Brak komentarzy: